Archive for December, 2000

Nie jestem Zidane

Friday, December 29th, 2000

To była jedna z najlepszych rund w wykonaniu Piotra Świerczewskiego. Dobre recenzje w prasie za mecze w Bastii, bardzo przychylne opinie po reprezentacyjnych występach. Niektórzy okrzyknęli go wówczas polskim Zidane.

- Piotrze jak przyjąłeś porównanie Cię do lidera reprezentacji Francji, Zidane?

- Dla mnie to żadne porównanie. Jest ono na wyrost. Jestem rozgrywającym, zawodnikiem środka pola. Muszę walczyć o każdą piłkę, poświęcać sporo uwagi grze ofensywnej i defensywie. Nie mogę też ,odpuszczać” krycia rywali. Jestem, mogę tak powiedzieć, doświadczonym zawodnikiem na którym spoczywa ciężar gry.

Zidane występuje w znakomitym zespole, ma inne zadania do spełnienia. On może pozwolić sobie na dryblingi, zwody.

- Zostańmy jeszcze przy meczu z Ukrainą. Czy po jego zakończeniu znaleźli się menedżerowie chętni do pozyskania Ciebie?

- Tak się złożyło, że menedżerowie z różnych lig przyjechali oglądać jednego z Ukraińców, a zainteresowali się po meczu moją osobą. Tuż po zakończeniu spotkania podszedł do mnie jeden z menedżerów brytyjskich wykazując zainteresowanie przystąpieniem do rozmów o mojej zmianie barw klubowych. Przyjąłem to z radością. Już dawno chciałem sprawdzić się w tej lidze. Wiem, że na meczach Bastii pojawiają się różni wysłannicy.

Ale nie mogę powiedzieć, gdzie będę grał. Menedżerowie, wysłannicy czołowych klubów europejskich oglądają przykładowo 10 zawodników pełniących rolę rozgrywającego, po czym wybierają jednego.

- Ty chyba także myślisz o zmianie klubu. W Bastii występujesz już 6 lat. Nie za długo?

- Nie ukrywam tego, że chcę zmienić klub, otoczenie. Nawet na taki, w którym będę walczył o miejsce w podstawowym składzie.

- Już raz, chociaż na krótko opuściłeś Bastię. Po konflikcie z trenerem Laurentem Fournierem przeniosłeś się do Japonii. Czy to prawda, że zawodnicy grający w tej lidze wychodzą na miasto zapraszając kibiców na mecze?

- To nie było tak, że wychodziliśmy, w tym przypadku na dworzec kolejowy w Osace (bardzo nowoczesny) i biegaliśmy wręczając zaproszenia kibicom. Obok specjalnie przygotowanego kramiku, w którym można było zaopatrzyć się w klubowe gadżety Gamby Osaka staliśmy my, piłkarze. Kupującym pamiątki kibicom wręczaliśmy reklamowe ulotki. Na jednej stronie znajdowało się zdjęcie i notka biograficzna zawodnika, na drugiej terminarz spotkań. Nie wiem, czy tak jest w każdym klubie japońskim. Z takim zwyczajem spotkałem się w Osace.

- Podobno zamierzasz zaangażować się w pomoc Sandecji?

- Chcę się zaangażować w pomoc całemu sportowi nowosądeckiemu. Już sponsorujemy jako firma World Sport szczypiornistki Beskidu, walczące o awans do pierwszej ligi. Sandecji też tam coś pomogliśmy. Może to nie było wielkie wsparcie, ale zawsze coś.

- A co Ci dało sponsorowanie piłkarzy Hutnika Kraków, podobnie jak Sandecja grających w trzeciej lidze?

- To racja, że nie ma sensu pomagać komuś, skoro gra na tym samym poziomie co nowosądecki zespół. Liczyliśmy na reklamę, większą oglądalność kibiców. Teraz mogę powiedzieć, że był to niewypał. Cóż, uczę się działalności marketingowej. Wyciągam wnioski.

- Co roku po Sylwestrze spędzonym przez piłkarskie gwiazdy u Ciebie w lokalu, spotykacie się na turnieju z którego pieniądze zostają przeznaczone na cele charytatywne. Tak było w roku ubiegłym, tak będzie i teraz, a co za rok planujesz w sądeckim grodzie?

- W Nowym Sączu zbliżają się ku końcowi prace przy budowie hali widowiskowej. Dlatego już dla licznej widowni pragnę przygotować nie tylko piłkarskie atrakcje. Myślę, by po Sylwestrze zagrała na hali drużyna reprezentacyjna. Moi koledzy z kadry. Umilać czas mogą Marcin Daniec i Olaf Lubaszenko, którzy są moimi dobrymi znajomymi. Myślę również o koncercie muzycznym znanej grupy. Nowy Sącz trzeba wypromować. Dlatego powinny pojawić się stacje telewizyjne. Fragmenty tegorocznego Turnieju Noworocznego wyemituje m.in. Telewizja Polsat. W turnieju weźmie udział około 50 zawodników z polskiej ligi. Pojawić się mają futboliści m.in. Legii Warszawa, Pogonii Szczecin, Wisły Kraków.

Autor artykułu: Dariusz GRZYB

Druhowie odbierali odznaczenia

Friday, December 29th, 2000

Druhowie z OSP w Krużlowej byli gospodarzami wspólnego opłatkowego spotkania Zarządu Głównego Stowarzyszenia im. św. Floriana oraz Zarządu Powiatowego Związku OSP RP w Nowym Sączu.

Podsumowano wspólne działania, a zasłużonych strażaków uhonorowano odznaczeniami państwowymi. Polskim strażakom swe odznaczenia wręczyli także pożarnicy słowaccy.

Na Sądecczyźnie działa 96 ochotniczych straży pożarnych. Najstarsze: w Starym Sączu, Łącku, Jazowsku, Piwnicznej, Muszynie czy też Lipnicy Wielkiej stulecie swego istnienia obchodziły nawet 25 lat temu. Najmłodsza jednostka OSP w Chochorowicach ma pół roku, bo oficjalnie zarejestrowana została 1 czerwca 2000r. W kończącym się roku około 1800 druhów z sądeckich OSP uczestniczyło samochdzielnie albo wspólnie z jednostkami PSP w 824 akcjach gaśniczych i ratowniczych – do 28 grudnia strażacy wzywani byli 1806 razy.

W strażackiej społeczności regionu nie ma podziałów, które wynikają z przynależności jednostek do Związku OSP RP lub Stowarzyszenia im. św. Floriana. Wyrazem tego było również wspólne opłatkowe spotkanie w Krużlowej, które prowadzili: prezes ZP ZOSP RP brygadier Antoni Bienias oraz prezes ,Floriana” poseł Zygmunt Berdychowski. Gratulacje i podziękowania druhom składali również: poseł Marian Cycoń, samorządowcy nowosądecy z wiceprzewodniczącym Rady Powiatu Janem Smoleniem i starostą Janem Golonką. Nie zabrakło też strażaków zawodowców, z zastępcą małopolskiego komendanta wojewódzkiego PSP brygadierem Maciejem Halotą. Wszystkim błogosławił ks. dr Henryk Ostach, honorowy prezes ZP ZOSP w Nowym Sączu.

Opłatkowe spotkanie pożarników było okazją do uhonorowania zasłużonych druhów.

Wicewojewoda małopolski Tadeusz Parchański udekorował kilkunastu nadanymi przez prezydenta RP Krzyżami Zasługi.

Autor artykułu: Stanisław ŚMIERCIAK

Dorula bez umowy

Friday, December 29th, 2000

- Dopóki nie podpiszę umowy to nie mogę powiedzieć, że jestem zawodnikiem Dunajca – mówi Andrzej Dorula. - Ale taka umowa zostanie przypuszczam zawarta za kilku dni.

Jestem po rozmowach z prezesem Andrzejem Dankiem i ustaliliśmy pewne sprawy. Wiem, że również prezes Sandecji, Józef Kantor rozmawiał na mój temat z szefem Dunajca. Chociaż miałem ciekawszą ofertę z Minerale/ Poprad Muszyna będę zawodnikiem Dunajca. Ja nie posiadam swojej karty zawodniczej i o moim odejściu z Sandecji decydowali także jej włodarze, a im na rękę jest bym trafił do Dunajca, bo chodzi także o transfer Tomka Ciastonia. Tuż po mojej rozmowie z Andrzejem Dankiem zatelefonował trener Zbigniew Drożdż składając propozycję z Wierchów. Jako, że wyraziłem zgodę na grę w Dunajcu, odmówiłem.

Klub z Rabki proponował mi pracę na terenie Nowego Sącza, ale ja przecież na szczęście nie jestem bezrobotnym. Odparłem tylko trenerowi Drożdżowi, że żałuję, że odszedł z Dunajca, bo teraz spotkalibyśmy się na treningach.

Autor artykułu: DG

Festiwal Szachowy – Cracovia 2000

Thursday, December 28th, 2000

Już po raz jedenasty rozpoczął się w Krakowie Międzynarodowy Festiwal Szachowy – Cracovia 2000. Zmagania toczą się w sali Zespołu Szkół Elektrycznych nr. 1.

W tym roku pod Wawel przyjechała rekordowa liczba zawodników. W szranki stanęło bowiem prawie 500 szachistów (dokładnie 470).

Swoich reprezentantów mają takie kraje jak: Rosja, Ukraina, Łotwa, Białoruś, Czechy, Niemcy, Słowenia, Francja, Belgia, Afganistan, Turcja, Bangladesz i oczywiście Polska. Wśród zawodników znaleźli się arcymistrzowie: Vładimir Malaniuk, Orest Gricag, Vadim Małachatko, Andriej Zontag oraz kilkudziesięciu mistrzów międzynarodowych.

Wszystkich uczestników turnieju podzielono na kategorie według umiejętności. I tak w turnieju A rywalizują zawodnicy najlepsi, legitymujący się rankingiem powyżej 2100. W turnieju B występują szachiści z nieco gorszym bilansem, w turnieju C kobiety, w turnieju D półamatorzy, natomiast w turnieju E dzieci.

W turnieju nie brakuje również szachistów z Małopolski. Najwyżej sklasyfikowanym krakowianinem jest Artur Jakubiec, legitymujący się rankingiem 2488. Oprócz Jakubca Małopolskę w turnieju A reprezentuje jeszcze trzech szachistów: Czesław Spisak (Beskid Andrychów), Grzegorz Kopacz i Jacek Markiewicz (obaj Świt Krzeszowice). Zawodnikiem, który legitymuje się najwyższym rankingiem w turnieju A jest Vadim Małachatko (2571).

W tym roku nie tylko turniej A ma silną obsadę. Organizatorzy postarali się, by emocje towarzyszyły również zmaganiom pań. Do Krakowa przyjechały trzy mistrzynie międzynarodowe: Anna Zuzulia i Anastazja Karlowicz z Ukrainy oraz Polka Dorota Iwaniuk, reprezentująca barwy PTSz. Płock. Grają również małopolanki: Karolina Hanarz, Sylwia Gierak (obie z Gońca Staniątki), Monika Rzeźnik (Korona), Dorota Czarnota (Czarny Koń Olkusz) oraz Daria Pokojska (Świt Krzeszowice).

Uroczyste otwarcie XI Międzynarodowego Festiwalu Szachowego – Cracovia 2000 zaplanowano na dzisiaj na godz. 15.30. Turniej otworzą wiceprezydent miasta Krakowa, Jerzy Jedliński oraz prezes Polskiego Związku Szachowego Stanisław Łobaziewicz.

Autor artykułu: BK

Filmowe przeboje

Thursday, December 28th, 2000

Rozmowa z Moniką Salitą,
którą usłyszymy dziś w krakowskiej Filharmonii

- Kiedy miałaś 12 lat rodzice zaprowadzili Cię na lekcje śpiewu. Czy to był przykry obowiązek?

- Dla własnej przyjemności śpiewałam od zawsze. Kiedy rodzice zwrócili na to uwagę zapisali mnie do miejskiego Centrum Kultury w moim rodzinnym Ostrowcu Świętokrzyskim. Chcąc się przekonać czy to właściwa droga dla mnie, pojechali ze mną do Warszawy do Stołecznego Centrum Edukacji Kulturalnej. Już po 3 lekcjach zostałam skierowana na ogólnopolski festiwal piosenki ,Przybycie bardów”.

- Czy z niewielkiej miejscowości trudniej się przebić na ogólnoploskie estrady?

- Z pewnością dalej jest do świata i do miejsc, w których można zdobyć dobry warsztat. Dojazdy są uciążliwe i zabierają mnóstwo czasu. Od 8 klasy wciąż jestem na trasie do Warszawy i z powrotem. To trzy i pół godziny w jedną stronę. Muszę więc włożyć w moją pasję znacznie więcej wysiłku i pracy aniżeli osoby mieszkające w stolicy. W tym roku zdaję maturą, więc i nauki jest sporo.

- No właśnie. Czy poza nauką, ćwiczeniem i występami masz czas na coś jeszcze, czy to zupełnie Cię pochłania?

- Brakuje mi czasu na wszystko, ale przede wszystkim na ćwiczenia, które dają mi wiele radości i sprawiają ogromną satysfakcję. Rozumiem, że nie mogę sobie pozwolić na inne rozrywki i nie cierpię specjalnie z tego powodu. Skoro zdecydowałam się śpiewać i myślę o tym poważnie, muszę temu poświęcić każdą wolną chwilę.

- Jakie utwory złożą się na koncert, który usłyszymy dziś w Filharmonii?

- Repertuar staraliśmy się skomponować tak, aby, z jednej strony, każdy mógł w nim znaleźć coś dla siebie. Z drugiej – aby dawał mi szansę zaprezentownia moich możliwości. Będzie można usłyszeć najpiękniejsze, moim zdaniem, utwory muzyczne pisane do polskich i zagranicznych filmów. M.in. stary, ale do dziś przy różnych okazjach śpiewany przebój ,Och jak przyjemnie” w nowej aranżacji, piosenki z filmów ,Noce i dnie”, ,Smuga cienia”, ,Tytanic”, ,The Bodyguard”, ,Dirthy Dancing”, ,Prety Woman” i wielu innych dobrze znanych słuchaczom z ekranów kin obrazów.

Monika Salita urodziła się w 1982 r. w Ostrowcu Świętokrzyskim. Po ukończeniu klasy śpiewu w Stołecznym Centrum Edukacji Kulturalnej ćwiczyła pod pokiem Elżbiety Zapędowskiej (nauczycielki Edyty Górniak) i Alicji Barskiej. Równocześnie uczyła się w domu, komponując wraz z ojcem i pisząc piosenki.

Jako czternastolatka zakwalifikowała się do ,Szansy na sukces” wygrywając (1988 r.) coroczną edycję. W tym samym roku zdobyła Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki Młodzieżowej w Kielcach. W roku ubiegłym zdobyła m.in. Grand Prix Konkursu Kolęd we Włoszczowej.

Autor artykułu: Maria ZIEMIANIN

Niepołomice – solidny biznes nad rzeczką

Thursday, December 28th, 2000

Jedenaście lat temu krakowska firma HMS – wytwórca krat pomostowych i wyrobów pochodnych, zaczynała od kontraktu dla budującego się wówczas zakładu produkcyjnego BMW w Regensburgu.

Samo jej powstanie to wynik starań europejskiej grupy producentów krat pomostowych STACO, która wyposażyła krakowskie przedsiębiorstwo w swoją technologię i handlowe kontakty.

Dziś, wobec wyraźnie zauważalnego kyzysu w polskim budownictwie przemysłowym, kontakty te są nie do przecenienia. HMS produkuje w jednolitym systemie technologicznym i jakościowym z wytwórniami w Niemczech, Belgii, Holandii i Francji, i chyba tylko dzięki eksportowi może zakończyć ten rok wynikiem nie gorszym niż w latach ubiegłych.

Wyroby HMS dobrze znane są też na rynkach dawnych krajów RWPG, w Czechach, na Litwie i na Słowacji, gdzie skutecznie konkurują z kratami innych wytwórców (głównie zachodnich), ale ostatnia partia wyrobów, której realizacja została właśnie zakończona, to część dużego kontraktu dla odbiorcy szwajcarskiego i niemieckiego.

Wyrównujące się dziś w całej Europie ceny energii, surowców i komponentów, a także rosnące w Polsce koszty pracy, stawiają przed firmą wysokie wymagania. Oto nie wystarczy dziś produkować wyroby o wysokiej jakości, trzeba zapewnić transport z dostawą na miejsce w dokładnie określonym czasie i wywalczyć dobrą cenę. HMS to wszystko potrafi, czego konsekwencją było przyznanie firmie przez Business Centre Club, ,Medalu Europejskiego”, bardzo wstrzemięźliwie udzielanego przedsiębiorstwom, które odpowiadają w pełni europejskim standardom.

Przed dwoma tygodniami, w połowie grudnia, w HMS przeprowadzony został kontrolny audyt, sprawdzający stosowany tu system zarządzania jakością według norm ISO 9002. Jak łatwo sobie wyobrazić, audyt wypadł pomyślnie, a zakład rozpoczął starania o uzyskanie certyfikatu ISO 14001 nadawanego przedsiębiorstwom wypełniającym unijne normy w dziedzinie ochrony środowiska. Główny obiekt produkcyjny HMS mieści się w Niepołomicach, nad niewielką rzeczką, obok zagajnika i jaziorka po którym, w sezonie oczywiście, pływają dzikie kaczkiÉ To może być argument.

Autor artykułu: rtk

Pogodowe kaprysy

Tuesday, December 26th, 2000

Od dwóch dni narciarze cieszą się sztucznym śniegiem, którym pokryto długi na 470 metrów stok w Wierchomli.

Wiele wskazuje jednak na to, że radość nie potrwa długo, bowiem w drugim dniu świąt pojawiła się dodatnia temperatura i trzeba było przerwać sztuczne śnieżenie.

Sześć armatek pracowało przez kilka dni. Efekt był widoczny – średnia pokrywa śniegu na stoku wyniosła 15 centymetrów. W nocy z poniedziałku na wtorek pogoda pokrzyżowała plany właścicieli stacj narciarskiej.

Dodatnia temperatura sprawiła, że śnieżenie nie miało najmniejszego sensu.

- Zakładaliśmy, że będziemy pokrywać śniegiem po kolei poszczególne stoki – opowiada Wojciech Jaracz ze stacji narciarskiej w Wierchomli. – Niestety, pogoda nam to uniemożliwiła. W tej sytuacji narciarze mają do dyspozycji tylko jeden stok.

Amatorzy białego szaleństwa jednak nie narzekają. Cieszą się z tego, że w święta mogli po raz pierwszy w tym sezonie nałożyć narty i aktywnie spędzić choćby kilka godzin.

Wyciąg orczykowy czynny jest od godz. 9 do 20, więc nawet spóźnialscy mają szansę poszusować po stoku. Jest on dobrze oświetlony, dlatego zmrok nie stanowi problemu. Jednorazowy zjazd kosztuje 1,50 zł.

- Byle pogoda była – mówi Wojciech Jaracz. – Cały wtorek nad Wierchomlą gromadziły się ciemne chmury, więc może spadnie trochę naturalnego śniegu.

Wczoraj po południu z nieba leciała jednak mżawka, która bynajmniej nie przypominała delikatnych śniegowych płatków.

Autor artykułu: szel

Sandecjana na półce

Tuesday, December 26th, 2000

,Powrót do korzeni” Bolesława Farona, to nowa książka, która właśnie pojawiła się nie tylko w sądeckich księgarniach.

Ten wybór tekstów prof. Farona publikowanych przez lata w kilku czasopismach (m.in. w ,Gazecie Krakowskiej”), jest swoistą podróżą sentymentalną, nieustannym powrotem autora do swojej ukochanej Sądecczyny.

Prawdziwą ,małą ojczyzną” Bolesława Farona – profesora polonistyki, w przeszłości rektora Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie oraz ministra oświaty i wychowania – jest wieś Czarny Potok nieopodal Łącka. To w tamte sady, pagórki i pola malowniczo rozłożone w dolinie Dunajca, tak mocno wrośnięte są tytułowe korzenie profesora. Nostalgia za miejscami i ludźmi, których dziś już albo nie ma, albo lada moment zaliczać się będą do bezpowrotnie minionej przeszłości, towarzyszy Bolesławowi Faronowi na każdej stronie tej szczególnej książki. Można być w różnych miejscach na świecie, robić bardzo różne i ważne rzeczy, ale zawsze znajdzie się powód, by choć na chwilę wrócić do mitycznego Czarnego Potoku. I profesor wraca, czasem z drugiego krańca Europy gnany smutną wieścią o śmierci matki, czasem z nieodległego Krakowa, przyciągany siłą rodzinnego i niezwykłego miejsca.

Impresje zatrzymane w ,Powrocie do korzeni” – oprócz wymiaru bardzo osobistej opowieści – mają też poniekąd wymiar lokalnego pamiętnika, kroniki spraw, o których nie tylko lokalna społeczność powinna pamiętać. A warto wspominać anonimowych leśnych bohaterów sprzed ponad 50 lat, warto przypomnieć postać Władysława Orkana i jego literackie przesłanie, warto pamiętać charakterystyczne dla tego krajobrazu ,suśnie”, które już nie dymią, bo nikomu nie opłaca się dziś suszyć śliwek. Warto wspomnieć jeszcze wiele innych miejsc, obyczajów i ludzi, o których pisze Bolesław Faron.

Ale w tym celu trzeba przeczytać jego ,Powrót do korzeni”.

Autor artykułu: Wojciech MOLENDOWICZ

Świąteczne szopki

Tuesday, December 26th, 2000

Na Boże Narodzenie we wszystkich kościołach przygotowano szopki. Także uczniowie w sądeckich szkołach podstawowych i gimnazjach przygotowywali swoje wyobrażenia żłóbka z Betlejem.

Dziecięce szopki, które uznano za najbardziej interesujące i najpiękniejsze w międzyszkolnym konkursie zorganizowanym przez Gimnazjum nr 2 w Nowym Sączu, zostały nawet pokazane na wystawie w Muzeum Okręgowym. Bujna dziecięca wyobraźnia sprawiła, że w każdej z tych szopek Żłóbek znajduje się w całkowicie odmiennej scenerii.

Są więc szopki jak skalna grota, eskimoskie igloo, lachowska chata, pasterski szałas, sądecka bazylikaÉ

Są szopki z drewna, tektury, papieru, ceramiki, metalu, a nawet z waty i chleba. Każda ma swój urok.

Autor artykułu: sś

Rytualny przemyt

Friday, December 22nd, 2000

Czaszki krokodyli, rytualne przedmioty z kości chronionych zwierząt, wielka skorupa żółwia morskiego – to przedmioty, które próbował przemycić odbiorca przesyłki wysłanej z Papui Nowej Gwinei w rejon Tarnowa. Przestępstwo ujawnili celnicy z tarnowskiego oddziału Urzędu Celnego w Krakowie.
Kontener z dość oryginalną przesyłką zgłosił do odprawy celnej importer z okolic Tarnowa. Oficjalnie znalazły się w nim m.in. rytualne maski, ludowe instrumenty muzyczne wykonane z kości, drewna i skóry. Jednak podczas dokładnej kontroli tarnowscy celnicy znaleźli też przedmioty, o których dokumentacja nie wspominała: siedem bardzo dużych krokodylich czaszek, wielką skorupę żółwia morskiego, oryginalne muszle i rzeczy wykonane najprawdopodobniej z kości chronionych zwierząt. Tymczasem zgodnie z jednym z zapisów ratyfikowanej przez Polskę konwencji CITES import przedmiotów wykonanych z kości czy skór zwierząt podlegających międzynarodowej ochronie (np. krokodyle) jest praktycznie zabroniony. Wymaga uzyskania specjalnych pozwoleń kraju, z którego pochodzą i kraju, który jest miejscem odbioru przesyłki.
Wszystkie podejrzane przedmioty zostały na razie zarekwirowane. Odbiorca czaszek tłumaczy się nieznajomością przepisów konwencji CITES. Sprawą zajmie się prokurator.

Autor artykułu: JGH