To była jedna z najlepszych rund w wykonaniu Piotra Świerczewskiego. Dobre recenzje w prasie za mecze w Bastii, bardzo przychylne opinie po reprezentacyjnych występach. Niektórzy okrzyknęli go wówczas polskim Zidane.
- Piotrze jak przyjąłeś porównanie Cię do lidera reprezentacji Francji, Zidane?
- Dla mnie to żadne porównanie. Jest ono na wyrost. Jestem rozgrywającym, zawodnikiem środka pola. Muszę walczyć o każdą piłkę, poświęcać sporo uwagi grze ofensywnej i defensywie. Nie mogę też ,odpuszczać” krycia rywali. Jestem, mogę tak powiedzieć, doświadczonym zawodnikiem na którym spoczywa ciężar gry.
Zidane występuje w znakomitym zespole, ma inne zadania do spełnienia. On może pozwolić sobie na dryblingi, zwody.
- Zostańmy jeszcze przy meczu z Ukrainą. Czy po jego zakończeniu znaleźli się menedżerowie chętni do pozyskania Ciebie?
- Tak się złożyło, że menedżerowie z różnych lig przyjechali oglądać jednego z Ukraińców, a zainteresowali się po meczu moją osobą. Tuż po zakończeniu spotkania podszedł do mnie jeden z menedżerów brytyjskich wykazując zainteresowanie przystąpieniem do rozmów o mojej zmianie barw klubowych. Przyjąłem to z radością. Już dawno chciałem sprawdzić się w tej lidze. Wiem, że na meczach Bastii pojawiają się różni wysłannicy.
Ale nie mogę powiedzieć, gdzie będę grał. Menedżerowie, wysłannicy czołowych klubów europejskich oglądają przykładowo 10 zawodników pełniących rolę rozgrywającego, po czym wybierają jednego.
- Ty chyba także myślisz o zmianie klubu. W Bastii występujesz już 6 lat. Nie za długo?
- Nie ukrywam tego, że chcę zmienić klub, otoczenie. Nawet na taki, w którym będę walczył o miejsce w podstawowym składzie.
- Już raz, chociaż na krótko opuściłeś Bastię. Po konflikcie z trenerem Laurentem Fournierem przeniosłeś się do Japonii. Czy to prawda, że zawodnicy grający w tej lidze wychodzą na miasto zapraszając kibiców na mecze?
- To nie było tak, że wychodziliśmy, w tym przypadku na dworzec kolejowy w Osace (bardzo nowoczesny) i biegaliśmy wręczając zaproszenia kibicom. Obok specjalnie przygotowanego kramiku, w którym można było zaopatrzyć się w klubowe gadżety Gamby Osaka staliśmy my, piłkarze. Kupującym pamiątki kibicom wręczaliśmy reklamowe ulotki. Na jednej stronie znajdowało się zdjęcie i notka biograficzna zawodnika, na drugiej terminarz spotkań. Nie wiem, czy tak jest w każdym klubie japońskim. Z takim zwyczajem spotkałem się w Osace.
- Podobno zamierzasz zaangażować się w pomoc Sandecji?
- Chcę się zaangażować w pomoc całemu sportowi nowosądeckiemu. Już sponsorujemy jako firma World Sport szczypiornistki Beskidu, walczące o awans do pierwszej ligi. Sandecji też tam coś pomogliśmy. Może to nie było wielkie wsparcie, ale zawsze coś.
- A co Ci dało sponsorowanie piłkarzy Hutnika Kraków, podobnie jak Sandecja grających w trzeciej lidze?
- To racja, że nie ma sensu pomagać komuś, skoro gra na tym samym poziomie co nowosądecki zespół. Liczyliśmy na reklamę, większą oglądalność kibiców. Teraz mogę powiedzieć, że był to niewypał. Cóż, uczę się działalności marketingowej. Wyciągam wnioski.
- Co roku po Sylwestrze spędzonym przez piłkarskie gwiazdy u Ciebie w lokalu, spotykacie się na turnieju z którego pieniądze zostają przeznaczone na cele charytatywne. Tak było w roku ubiegłym, tak będzie i teraz, a co za rok planujesz w sądeckim grodzie?
- W Nowym Sączu zbliżają się ku końcowi prace przy budowie hali widowiskowej. Dlatego już dla licznej widowni pragnę przygotować nie tylko piłkarskie atrakcje. Myślę, by po Sylwestrze zagrała na hali drużyna reprezentacyjna. Moi koledzy z kadry. Umilać czas mogą Marcin Daniec i Olaf Lubaszenko, którzy są moimi dobrymi znajomymi. Myślę również o koncercie muzycznym znanej grupy. Nowy Sącz trzeba wypromować. Dlatego powinny pojawić się stacje telewizyjne. Fragmenty tegorocznego Turnieju Noworocznego wyemituje m.in. Telewizja Polsat. W turnieju weźmie udział około 50 zawodników z polskiej ligi. Pojawić się mają futboliści m.in. Legii Warszawa, Pogonii Szczecin, Wisły Kraków.
Autor artykułu: Dariusz GRZYB